Waldemar Bartosz

20 maja 2026 roku przejdzie do historii, nie tylko związkowej. Niezliczona masa demonstrantów z całej Polski zaskoczyła swą liczebnością wszystkich obserwatorów. Pewnie dlatego mainstreamowi media nabrały wody w usta. Nie było przewidywanej napaści na organizatorów, czyli na Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Nie było także prób prowokacji znanych z czasów, kiedy za „bezpieczeństwo” odpowiadał ówczesny minister Bartłomiej Sienkiewicz. Donald Tusk skorzystał z okazji i wyniósł się ze stolicy, aby prezentować nowemu premierowi Węgier – codzienny Gdańsk. Tam czuje się bezpieczny. Jak to bywa w zachowaniu Donalda Tuska, przykre role przydzielił prorządowym senatorom. Wywiązali się z nałożonego obowiązku i tak naprawdę bez zasadniczego powodu odrzucili prezydencki wniosek o przeprowadzenie referendum narodowego w sprawie odrzucenia tzw. Zielonego ładu, czyli unijnej polityki klimatycznej, która w skutkach obciąża i w rezultacie likwiduje polski przemysł. To rozstrzygnięcie Senatu oznacza przede wszystkim pozbawienie decyzji, którą Polacy mogli podjąć. Referendum jako przejaw demokracji bezpośredniej jest formą pytania obywateli o ich zdanie i oczekiwane decyzje. Senat w swojej większości orzekł, że „oni znajut łuczsze” co do spraw polskich. Taka okoliczność jednoznacznie dyskwalifikuje ich tzw. demokrację walczącą.
Inna okoliczność jest nie mniej ważna, a nawet być może ważniejsza. Bacząc na znakomitą liczebność demonstrantów, wielobranżowy i ogólnospołeczny skład, należy stwierdzić, że NSZZ „Solidarność” pokazał społeczną sprawczość. „Solidarność” wskazała na zdolność mobilizacji szerszej społeczności. Jest to fakt wiele mówiący i obiecujący. Pokazują to przykłady płynące z innych państw. Dla przykładu: we Francji stopień uzwiązkowienia jest o połowę niższy niż w Polsce, bo wynosi niewiele ponad 8 procent ogółu pracowników. Tymczasem, tam jeżeli związki w istotnych sprawach wezwą Francuzów, aby wyszli na ulice, bywa że odzew jest niezmiernie wielki. Bywało, że na ulice Paryża wychodziło ok. miliona demonstrantów. Z tym argumentem każda władza musi się liczyć.
Można więc zakrzyknąć: tak trzymać!