Historia jednak się powtarza. W grudniu 1981r. na początku stanu wojennego w Kielcach wydarzyła się znacząca historia. Ówczesny proboszcz parafii katedralnej, później biskup – Mieczysław Jaworski został „zaproszony” przez komisarza wojennego rządzącej junty, aby uspokoić nastroje społeczne. Ksiądz Mieczysław Jaworski, jak sam mi to relacjonował, stwierdził, że bagnetami można wystraszyć, ale na bagnetach nie da się spocząć i rządzić.
Atak na sąd – trzecią władzę, jaką jest Trybunał Konstytucyjny – dokonany przez zmasowane siły uzbrojone w tarcze, pałki, a być może nawet w broń palną, stanowi niewątpliwie próbę rządzenia za pomocą bagnetów. Zniszczenie zasad ustrojowych – atak władzy wykonawczej (rząd i jego agendy) na władzę sądowniczą jest po prostu zamachem stanu.
Nie możemy udawać, że jedni odbili Trybunał tamtym. Nie w tym rzecz. Zamach jednej uzbrojonej władzy na tę drugą – konstytucyjną – nie jest niczym innym, jak właśnie zamachem stanu.
Nadto – przygotowanie do walki ze społeczeństwem było zaplanowane – tak jak 45 lat temu. Świadczy o tym pismo datowane 29 października 2026 r. i podpisane przez nadinspektora dr Tomasza Michułkę – Zastępcę Komendanta Głównego Policji a skierowane do wszystkich Komendantów Wojewódzkiej Policji i do Komendanta Stołecznego Policji. Ów zastępca Komendanta poleca, iż „mając na uwadze sytuację operacyjną na terenie kraju polecam od dnia 2 listopada 2026r. (…) do dnia 8 listopada 2026r. do III zmiany służby włącznie utrzymać w pełnej gotowości do natychmiastowego wyjazdu (…).
Plutony prewencji wystąpią w umundurowaniu ćwiczebnym, wyposażone w broń palną krótką indywidualną (…), broń palną gładkolufową (…), pistolety maszynowe” (podkreślenia moje).
„Cóż Ci przypomina widok znajomy ten”.
Być może, niestety przyzwyczailiśmy się do kolejnych niegodziwości tej władzy: przejęcie mediów publicznych, nielegalne przejęcie prokuratury (nielegalność potwierdził sąd).
A myśmy milczeli.
Stosowne więc jest przypomnienie antyhitlerowskiego, niemieckiego duchownego więzionego m.in. w Dachau.
Ks. Martin Niemöller napisał te gorzkie słowa:
„Kiedy przyszli po komunistów, milczałem,
nie byłem komunistą.
Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem,
nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.”
To już się zbliża?
Waldemar Bartosz



