Waldemar Bartosz
Marszałek Józef Piłsudski, doświadczony konspirator, twórca kompanii kadrowej, wcześniej – Polskiej Organizacji Wojskowej, redaktor „Robotnika” w okresie zaboru rosyjskiego – bezsporny kombatant, już po odzyskaniu niepodległości po 1918r. stwierdził, że „im dalej od wojny, tym więcej kombatantów”. Szydził z „niedzielnych” konspiratorów, wspominając, że gdy w czasach zaborów realnie ryzykowało się życiem, konspiracja była elitarna, a naród w większości zachowywał pasywność. Gdy Polska stała się wolna, nagle tysiące ludzi zaczęły przypisywać sobie ukryte zasługi, tworząc legendy o sobie, o swoim dawnym „tajnym oporze”. Po 1918r. nowo powstałe urzędy zalała fala wniosków o weryfikację zasług kombatanckich. Dlatego Józef Piłsudski z głęboką ironią parzył na nagły wysyp „zasłużonych”.
Zjawisko to nie przeminęło z II Rzeczpospolitą. Tak było po II wojnie światowej, kiedy w rejestrach ZBOWiD figurowało więcej nazwisk niż suma wszystkich żołnierzy we wszystkich formacjach podziemnych.
Niestety, tak też się dzieje z obecnymi tzw. kombatantami „Solidarności”. Liczba wniosków o przyznanie statusu uczestnika opozycji antykomunistycznej bądź osoby represjonowanej przez organy bezpieki PRL, lawinowo wzrosły po wejściu w życie ustawowych uprawnień dla takich osób. Bywa też tak, że ustawowo ustanowiona Rada Konsultacyjna ds. Opozycji Antykomunistycznej i Osób Represjonowanych, negatywnie opiniuje wniosek o taki status a mimo to odpowiedni Urząd przyznaje takie uprawnienia. Bywa, że negatywna ocena wystawiona jest przez Radę jednomyślnie, ale pomimo to tenże kombatant triumfuje. Zdarza się, że pozytywną rekomendację wydaje organ lokalnego samorządu, choć nie leży to w jego kompetencjach i na dodatek sygnujący taką rekomendację w okresie stanu wojennego wiekowo mógł się zaliczyć nie do świadków wydarzenia, ale mógł oglądać telewizyjne wieczorynki.
Z pewnością takie przypadki świadczą o tym, że historia nie jest wartością, skoro jest narzędziem, a uczestnicy takiego procederu chyba nie mają świadomości, że łamią prawo (poświadczenie nieprawdy), narażają organy władzy państwowej na utratę wiarygodności a w środowisku tworzą znane skądinąd przekonanie, że wszystko można „przyłatwić”.
W niektórych przypadkach dobrze się składa, iż tym samorządowcom kończy się możliwość ubiegania się o kolejną kadencję. Dla dobra wspólnego.



