Strona główna 5 TSS 14 (1522) 7 kwietnia 2026 5 Rubio na drodze do Białego Domu?

Arkadiusz Mularczyk

Świat przyspieszył. W polityce międzynarodowej dzieją się dziś rzeczy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się niemożliwe. Układy się zmieniają, stare sojusze kruszą, a nowe dopiero się rodzą. W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie: kto będzie twarzą amerykańskiej polityki po epoce Donalda Trumpa?
Plotka, która obiegła Waszyngton, jest bardzo wymowna. Podczas jednego ze spotkań z kluczowymi donatorami Partii Republikańskiej Donald Trump miał zapytać wprost: kto powinien być kandydatem w wyborach prezydenckich w 2028 roku – wiceprezydent JD Vance czy sekretarz stanu Marco Rubio. Reakcja była niemal jednoznaczna. Większość zgromadzonych opowiedziała się za Rubio.
I trudno się temu dziwić.
W polityce międzynarodowej liczą się działania. A te – czy się komuś podobają, czy nie – zmieniają globalną układankę. W europejskich i w amerykańskich lewackich mediach słychać chóralne oskarżenia, że polityka Trumpa rzekomo wzmacnia Rosję. Podobne opinie non stop słyszę nawet w Parlamencie Europejskim.
Ale zadajmy sobie proste pytanie: czy operacje uderzające w reżimy powiązane z Moskwą naprawdę są pomocą dla Kremla?
Jeżeli dochodzi do uderzeń w Iran albo do działań przeciwko reżimowi Nicolása Maduro w Wenezueli, czyli państwom będącym częścią rosyjskiej sieci wpływów, to czy jest to prezent dla Putina? Czy raczej cios w geopolityczne zaplecze Kremla?
Odpowiedź wydaje się oczywista. To działania, które uderzają w państwa współtworzące antyzachodni blok.
Dlatego właśnie rola Marco Rubio rośnie. To on jest twarzą tej ofensywnej, aktywnej dyplomacji. A w mojej opinii to dopiero początek, bo na horyzoncie pojawia się bowiem kolejna kwestia – Kuba. Donald Trump już zapowiada, że sprawa kubańska niebawem wróci na agendę międzynarodową. I tu pojawia się miejsce dla Polski.
Polska ma doświadczenie, którego Kuba będzie kiedyś potrzebowała: doświadczenie transformacji ustrojowej. Oczywiście z jej sukcesami, ale także z błędami i kosztami społecznymi. Instytucje takie jak IPN czy środowiska badawcze zajmujące się transformacją mogą odegrać ważną rolę w przekazywaniu tych doświadczeń.
Paradoks polega na tym, że historia zatacza koło. Polska, która kiedyś sama była symbolem walki z systemem komunistycznym, dziś może stać się partnerem dla państw stojących dopiero przed podobną drogą.
Jeśli te procesy rzeczywiście przyspieszą, Marco Rubio może stać się jednym z głównych architektów nowego układu sił na Zachodzie. A to z kolei naturalnie zbliża go do najważniejszego politycznego celu – Białego Domu w 2028 roku.
Polityka zagraniczna nie znosi próżni. I właśnie jesteśmy świadkami momentu, w którym rodzi się jej kolejny rozdział.