II Niedziela Zwykła, Rok A, 18 stycznia 2026r.
Iz 49, 3. 5-6 Sługa Boży światłością całej ziemi
1 Kor 1, 1-3 Paweł apostołem Jezusa Chrystusa
J 1, 29-34 Chrystus jest Barankiem, który gładzi grzech świata
Dzisiejsza Ewangelia mówi o Janie Chrzcicielu, który był jedynym, który rozpoznał Jezusa i dał temu świadectwo. Nie tylko słowami ale i czynem: wiemy, że do końca świadczył o prawdzie, przyznawał się do niej i do niej wzywał chociażby Heroda, któremu wyrzucał złe postępowanie: wzięcie za żonę małżonkę swego brata Filipa.
Dlaczego dziś żyje nam się nie najlepiej, o czym świadczy chociażby nasze narzekanie na to, czy tamto w świecie, a głównie na siebie nawzajem? Dlaczego? Bo może coraz trudniej jest nam rozpoznawać Chrystusa w sobie, który często przychodzi do nas w sposób niepozorny, pod przykryciem biedaka, chorego, potrzebującego… Zrobiliśmy się wygodni i wolimy często Chrystusa ograniczać do przestrzeni kościoła parafialnego, do wymiaru jednego dnia w tygodniu – niedzieli.
Zastanawiam się nad siłą Jana Pawła II. On nie robił niczego nadzwyczajnego. Po prostu kiedy w czasie swoich pielgrzymek spotykał robotników, których prawa były łamane miał odwagę upominać się o nich. Kiedy spotykał dzieci traktował je serio. Słuchał ich głosu. Nie lekceważył tak, jak robi to wielu tzw. dorosłych. Był świadkiem prawdy. Miał czas dla zwykłych ludzi, bo w tych zwykłych ludziach dostrzegał Jezusa. Był Janem Chrzcicielem naszych czasów. Jan Chrzciciel rozpoznał Jezusa na brzegu Jordanu. Jan Paweł II rozpoznał Go w naszych braciach i siostrach, w tych najbiedniejszych, za którymi często nikt się nie wstawia.
Jan Chrzciciel i Jan Paweł II umarli. Ale żyjesz ty. Ja też żyję. To od ciebie i ode mnie, od nas wszystkich, którzy jeszcze żyjemy zależy co zrobimy z przesłaniem Ewangelii, co zrobimy z Janem Pawłem II – czy tylko uczcimy go, że jest świętym, czy też więcej: podejmiemy to, co sam robił i to jak to robił: z miłością rozpoznawał Boga w drugim człowieku i spieszył mu z pomocą, w szczególności, gdy był to człowiek, na którego inni nie zwracali uwagi.
ks. Marian Fatyga, Kielce



