Waldemar Bartosz
W historii przypisuje się osiemnastowiecznemu filozofowi, politykowi Wolterowi sentencję, która do dnia dzisiejszego, przynajmniej w sferze werbalnej funkcjonuje. Chodzi o stwierdzenie „Nie zgadzam się z Twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę bronił Twego prawa do ich głoszenia”. Ten swoisty manifest wolności słowa powinien być kamieniem węgielnym każdej uczciwej zbiorowości. W przeciwnym razie, grozi nam cenzura, zarówno ta administracyjna jak i autocenzura – chyba nawet groźniejsza od tej pierwszej. W naszym kraju, formalnie rzecz ujmując, wszystko jest w porządku. Konstytucja przecież gwarantuje wolność słowa. Jednak jeśli się przypatrzymy społecznemu zachowaniu przedstawicieli oficjalnych instytucji, coś zgrzyta w traktowaniu prawa do swobodnej wypowiedzi.
O tym świadczą dwa przykłady z ostatniego czasu.
Kielecka Rada Miasta po kilku nieudanych podejściach, wybrała na jej przewodniczącego – radnego Macieja Jakubczyka. Nowy Przewodniczący Rady Miasta Kielce podobno nie jest zrzeszony w żadnym z klubów działających w owej radzie. Był natomiast organizatorem wystawy pt.: „Cisza, która krzyczy” poświęconej tragedii cywilów w strefie Gazy. Przeciwnicy tej instalacji stwierdzili, że ma ona charakter antysemicki. Po wyborze pana Macieja Jakubczyka, pani Prezydent Kielc zarzuciła mu kontrowersyjne poglądy. O tempora, o mores – czy należy to rozumieć, że w przestrzeni publicznej dozwolone są tylko właściwe poglądy? I kto o tym ma decydować?
W podobnym czasie, też w Kielcach, spotkał się z mieszkańcami lider Ruchu Obrony Granic – Robert Bąkiewicz. Spotkanie odbyło się w budynku będącym własnością parafii św. Jadwigi w Kielcach. Podkreślamy – w budynku, nie w świątyni. Napiętnowanie, wręcz jazgot na proboszcza parafii miał charakter potępieńczy. Bąkiewicz – jak by nie oceniać jego poglądy i postawy nie ma, zdaniem krytyków, prawa do zabierania głosu, a instytucje, czy też właściciele sal, w których głosi swoje poglądy są obłożeni infamią.
Tym sposobem cofnęliśmy się przed czasy wolterowskie. W tym momencie przypomina się myśl XX-wiecznego filozofa Rogera Scrutona, który w swym dziele pt.: „Intelektualiści nowej lewicy”, stwierdził, że dzisiejsza tzw. nowa lewica to podżegacze do rozpraw z wolną myślą i wolnym słowem.



